Przejdź do treści

62. Dlaczego w Polsce mamy takie „głupie prawo”? 11 powodów kiepskiej jakości prawa, których możesz nie znać

W swojej praktyce wielokrotnie spotykałem się z opiniami różnych ludzi, że w Polsce mamy „głupie prawo”. Na podstawie swoich wieloletnich doświadczeń mogę przy tym stwierdzić, że nie jest to opinia nieuzasadniona, co więcej – niestety jest w niej trochę racji (mimo, że mamy też sporo dobrych aktów prawnych). Powiem bardziej dobitnie – z roku na rok jakość polskiego prawa jest niestety coraz bardziej zatrważająco niska.

Ale nie zawsze tak to wyglądało…

Może nam w to dziś aż trudno uwierzyć, ale w okresie międzywojennym prawo w Polsce miało niezwykle wysoki poziom i w wielu dziedzinach prawo polskie miało renomę światową.

I tak przykładowo, polskie Prawo wekslowe z 28.04.1936r. było na tyle wspaniałym aktem prawnym polskiej myśli prawniczej, że obowiązuje ono do dzisiaj (czyli już od 85 lat).

Z kolei wiele znakomitych aktów prawnych polskiej przedwojennej myśli prawniczej obowiązywało jeszcze przez kilkadziesiąt lat, pomimo zmiany ustroju na socjalistyczny.

Można tu przykładowo wymienić: Kodeks karny z 11.07.1932, zwany Kodeksem Makarewicza, który przestał obowiązywać dopiero 01.01.1970r., prawo autorskie z 29.03.1926r., Kodeks handlowy z 27.06.1934r., Prawo prywatne międzynarodowe z 2.08.1926r., czy też prawo upadłościowe z 24.10.1934r.

Ta znakomita jakość polskiego prawa w okresie międzywojennym wynikała z kilku różnych czynników. Moim zdaniem, przede wszystkim jednak z tego, że Sejm RP już w 1919r. powołał Komisję Kodyfikacyjną, do której nominowano najlepszych w Polsce cywilistów i karnistów – zarówno przedstawicieli nauki prawa (słynni profesorowie) jak też i wybitnych praktyków – adwokatów i sędziów. I to właśnie on tworzyli akty prawne o niezwykle wysokiej i ponadczasowej jakości, zaś parlament je tylko uchwalał.

Dodać trzeba, że sytuacja prawna w chwili powstania II Rzeczpospolitej była nieporównywalnie trudniejsza niż mamy dziś, gdyż wówczas na ziemiach polskich obowiązywało aż 5 różnych porządków prawnych, które pozostały po państwach zaborczych,a zatem trzeba było wszystko scalać i ujednolicać.

Niestety, obecna III Rzeczpospolita odeszła od tej chlubnej tradycji i to w bardzo złym kierunku. W niniejszym artykule opisze tendencję i sposób uchwalania prawa w Polsce w ciągu ostatnich 20-30 lat, ale nie będę ustosunkowywał się do „aktów prawnych” uchwalanych w czasie epidemii (tj. od marcu 2021r.), ponieważ jakość prawa w tym czasie jest tak tragiczna, że wymaga osobnego odcinka.

Jakie są zatem główne przyczyny kiepskiej jakości prawa w Polsce? Moim zdaniem są one następujące:

1. Zbyt duża ilość przepisów prawnych

Nadmierna ilość przepisów jest według mnie jedną z najważniejszych przyczyn fatalnej jakości polskiego prawa. W slangu prawniczym mówi się często, że „Ustawodawca ma sraczkę”.

Nasze Państwo jeszcze nigdy w historii nie „płodziło” aż tyle nowych przepisów prawnych co teraz. Prędkość tego eksplozji prawodawczej jest potwornie niepokojąca.

Aby to Wam uzmysłowić posłużę się konkretnymi przykładami:

a) w 1995r. w Polsce w Dzienniku Ustaw opublikowano 801 aktów prawnych, tj. ustaw rozporządzeń,

b) w 2000r. w Polsce w Dzienniku Ustaw opublikowano już 1346 aktów prawnych,

c) w 2020r. w Polsce w Dzienniku Ustaw opublikowano 2463 akty prawne,

Innymi słowy, mamy najwięcej przepisów prawnych wśród wszystkich krajów Unii Europejskiej – kilkanaście lub kilkadziesiąt razy więcej niż inne państwa Europy.

Osobiście uważam, że im mniej prawa tym lepiej. Tak naprawdę prawo powinno być uchwalane wyłącznie wtedy, kiedy jest to naprawdę bezwzględnie potrzebne.

Przy czym to nie jest wcale tak, że im więcej przepisów prawnych tym obywatelom żyje się lepiej. Jest wręcz odwrotnie – im mniej prawa w danym kraju tym lepiej żyje się jego mieszkańcom – oczywiście pod warunkiem że prawo to reguluje w sposób wystarczający to, co jest bezwzględnie konieczne.

2. Tendencja władzy, aby przy pomocy przepisów prawnych regulować za obywatela każdą – nawet najdrobniejszą – dziedzinę życia

W istocie rządzący Polską uważają nas, tzn. obywateli za „idiotów”, którzy nie mają swojego rozumu, ewentualnie za „bydło”, którym można łatwo kierować. Dlatego też starają się uregulować nam każdą – nawet najdrobniejszą – dziedzinę życia. Często też wkraczają jak „słoń w skład porcelany” przy pomocy zbędnych przepisów w takie dziedziny życia, które całkiem dobrze u nas funkcjonują.

Tymczasem jest to zupełnie niepotrzebne, gdyż generalnie ludzie sami wiedzą, co jest dla nich najlepsze – i to dużo lepiej niż np. jakiś zawodowy poseł czy też minister, który ostatni raz wykonywał normalną pracę ponad 20 lat temu – zanim zajął się polityką.

Zauważyć bowiem należy, że od tysięcy lat w każdym normalnym społeczeństwie wszystko regulowało się w sposób naturalny, np. na zasadzie przyjętego zwyczaju, społecznych reguł postępowania, czy też tradycji.

I tak przykładowo, w ten oto naturalny sposób powstał anglosaski system prawny zwany common law, który został oparty o prawo zwyczajowe oraz tzw. precedensy. Obowiązuje on np. w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, czy też Australii i uważam, że jest on o „niebo” lepszy od systemu prawa polskiego.

Inny przykład to skodyfikowanie istniejących zwyczajów, czyli spisanie ich i nadanie im rangi norm prawnych. W dużym stopniu tak stało się w przypadku prawa morskiego, prawa międzynarodowego publicznego, czy też prawa kupieckiego (handlowego).

W ustroju kapitalistycznym obywatela traktuje się jak osobę dorosłą, która w pełni odpowiada za swoje czyny. Tymczasem w socjalizmie ludzi traktuje się jak małe dzieci (albo lepiej – jak bydło), za które władza wszystko musi sama zrobić, bo „wie lepiej”.

3. Częste zmiany prawa

Aby prawo dobrze działało w danym kraju musi ono „okrzepnąć”. Innymi słowy, powinno ono ustabilizować się w ten sposób, aby ludzie się do niego przyzwyczaili, zaś w Sądach powstała trwała praktyka w stosowaniu tego prawa.

Niestety w Polsce jest to niemożliwe, gdyż przepisy zmieniają się „jak w kalejdoskopie”. Przerażenie budzi szalone tempo, w jakim to zjawisko nieustannie narasta.

I tak przykładowo, kodeks postępowania cywilnego:

a) w 1995r. był zmieniany tylko 1 raz,

a) w 2000r. był zmieniany 8 razy,

b) w 2011r. był zmieniany już 14 razy,

c) w 2019r. był zmieniany aż 20 razy,

4. Arogancja władzy, która nie słucha ani ludzi, ani też specjalistów lub zainteresowanych stron, ale sama „wie wszystko najlepiej”

Konsultacje odnośnie planowanych przepisów z zainteresowanymi grupami społecznymi są w Polsce tylko pozorne. Jeśli jakieś przepisy mają dotyczyć przykładowo przedsiębiorców, aptekarzy lub kierowców to powinni oni mieć realny wpływ na uchwalane przepisy lub choćby powinno się wziąć pod uwagę ich merytoryczne postulaty, poprawki albo chociaż ich wysłuchać.

W rzeczywistości natomiast brak jest prawdziwych i rzeczywistych konsultacji władzy z zainteresowanymi grupami społecznymi. Rządzący mają z góry przewidziane przepisy i często jakieś „chore” ideologiczne koncepcje, które dyktatorsko narzucają wszystkim grupom społecznym, których mają one dotyczyć. Co gorsza, władza jest „odporna” na jakiekolwiek merytoryczne argumenty, postulaty, czy też poprawki do narzucanych przez siebie jednostronnie przepisów.

I tak przykładowo, przez wiele lat między godziną 23.00 a 5 rano w terenie zabudowanym obowiązywała dopuszczalna prędkość pojazdów 60 km/h. O tej porze praktycznie prawie nie ma pieszych, zaś ruch samochodowy jest znikomy. Brak jest przy tym jakichkolwiek badań wskazujących na to, że o tej porze jest jakaś nadmierna liczba wypadków w ternie zabudowanym. Jednak ostatnio rządzący uchwalili ustawę obniżającą dopuszczalną prędkość w terenie zabudowanym do 50 km/h, ogłaszając szumnie, że to dla naszego bezpieczeństwa. Pytam, po co, skoro nie ma o tej porze prawie żadnych wypadków?

Jeszcze gorzej wygląda to w wypadku przepisów, które wymagają bardzo specjalistycznej wiedzy mądrych ludzi. Wprawdzie przy uchwalaniu takich przepisów rządzący posiłkują się osobami biegłymi w wybranych dziedzinach, jednak koniunkturalnie dobierają sobie oni jedynie takich „specjalistów”, którzy bezrefleksyjnie popierają ich (często niemądre) koncepcje. Z kolei tych specjalistów, którzy wykazują bezsens narzucanych przez niech koncepcji władza po prostu odsuwa od wpływu na uchwalane prawo.

I tak przykładowo, bardzo liczne przepisy dotyczące działalności gospodarczej tworzone są w Polsce przez urzędników, którzy w życiu nie prowadzili działalności gospodarczej (bo gdyby prowadzili choćby przez krótki czas, to by mieli jakieś mgliste pojęcie na temat „kłód” pod nogi, którzy sami rzucają przedsiębiorcom).

5. Uchwalanie przepisów prawnych pod wpływem emocji albo też głośnych lub bulwersujących spraw indywidualnych

W Polsce wiele przepisów uchwala się pod wpływem emocji – czasami wywołanych celowo przez polityków, a czasami wynikających z głośnych, spektakularnych albo też bulwersujących opinię publiczną spraw indywidualnych.

I tak przykładowo było w sprawie głośnego wypadku dotyczącego pokoi zabawek, czy też tzw. ustawy o bestiach wywołanej medialną nagonką na pedofilów.

Tymczasem prawo powinno być uchwalane „na zimno”, tj. w sposób z góry zaplanowany, wcześniej dobrze przemyślany i kompleksowy.

6. Zbytnia szybkość uchwalania prawa

Nadmierny pośpiech i żywiołowość przy uchwalaniu prawa jest kolejnym błędem rzekomo „racjonalnego” ustawodawcy w Polsce.

Większość ustaw w polskim prawie przewiduje tzw. vacatio legis, czyli okres pomiędzy uchwaleniem i opublikowaniem danej ustawy w Dzienniku Ustaw, a jej wejściem w życie.

Co do zasady akty prawne wchodzą w życie po upływie czternastu dni od dnia ich ogłoszenia, aczkolwiek zdarzają się sytuacje, że okres ten jest krótszy albo też i dłuższy.

O fatalnej jakości polskiego prawa przykładowo świadczy to, że niejednokrotnie spotykałem się z ustawami, które zanim weszły w życie już były nowelizowane, czyli zmieniano jej w okresie trwania vacatio legis.

O czym zaś świadczy zmiana ustawy przed jej wejściem w życie? Ano o tym, że jest ona błędna, a zatem w ogóle nie powinna ona zostać uchwalona.

Tymczasem dany akt prawny powinien być najpierw dobrze przemyślany i prawidłowo skonstruowany, zanim wejdzie on w ścieżkę prac legislacyjnych.

7. Nadmierny fiskalizm Państwa i prymitywna, średniowieczna „opresyjność” rządzących

W normalnym, cywilizowanym kraju prawo ma na celu regulowanie pewnych stosunków społecznych, przy czym nakładanie kar powinno być ostatecznością. Oczywiście jakieś jaskrawe i niebezpieczne łamanie uzasadnionych przepisów musi być surowo i nieuchronnie karane, ale priorytetem powinno być jednak przekonanie obywatela, że warto przestrzegać prawa, bo jest mądre i słuszne (co u nas, niestety, rzadko się zdarza).

Jednak w Polsce władza „miłuje się” w surowej polityce karnej i dlatego nader chętnie tworzy przepisy nakładające pod byle pretekstem drakońskie kary na obywateli.

Przykładów są tu setki, a może nawet i tysiące, bo Państwo Polskie w każdym miesiącu tworzy nowe przestępstwa i wykroczenia. I tak przykładowo, w dniu 10 kwietnia bieżącego roku wszedł w życie nowy przepis, na podstawie którego brak tabliczki informującej o „zakazie palenia” dla właściciela obiektu oznaczać będzie teraz mandat w wysokości 150 zł. Należy tylko zadać pytanie, w jakim celu uchwalono ten przepis? Czy po to, aby pokazać opresyjność Państwa Polskiego i po raz kolejny ograniczyć wolność w Polsce, czy też może władza po prostu szuka dodatkowych pieniędzy, bo nie potrafi zarządzać dotychczas posiadanymi?

Osobną kwestią jest też wysokość nakładanych kar, która najczęściej jest kompletnie nieadekwatna do popełnionego czynu. I tak przykładowo, sfałszowanie weksla jest zbrodnią (czyli najcięższą kategorią przestępstwa, tak jak morderstwo) za którą grozi kara więzienia nawet i do 25 lat.

Z kolei za niełożenie zeznania podatkowego w terminie maksymalna kara może wynosić aż do dwudziestokrotnej wysokości płacy minimalnej, czyli do około 56.000 zł. Słynny był też przypadek kobiety idącej na wsi po pustym polu, która dostała grzywnę w wysokości 10.000 zł za brak maseczki (co było także przepisem niekonstytucyjnym).

Niewątpliwie chyba intuicyjnie czujemy, że tak wysoka sankcja jest niewspółmierna do tego czynu.

8. Kompetencje ustawodawcze władzy wykonawczej (Rządu)

W Konstytucji RP przewidziano system trójpodziału władzy oparty na koncepcji Monteskiusza. Według jego założeń powinien on oznaczać rozdzielenie władzy na ustawodawczą, wykonawczą oraz sądowniczą. Władze te powinny działać na zasadzie równowagi, zaś żadna z tych władz nie może dominować nad pozostałymi, gdyż powinny one wzajemnie na siebie oddziaływać, a także hamować oraz kontrolować.

Na podstawie idei trójpodziału władz w Polsce władza ustawodawcza (Sejm oraz Senat – parlament) powinna uchwalać ustawy (tworzyć prawo), władza wykonawcza (Rząd, Prezydent) powinna zajmować się wykonywaniem prawa uchwalonego przez władze ustawodawczą, zaś władza sądownicza – kontrolą stosowania prawa.

Teoretycznie w Polsce zatem tworzeniem prawa powinna zatem zajmować się władza ustawodawcza. Teoretycznie, bo w praktyce olbrzymią przewagę ustawodawczą ma Rząd. Rada Ministrów posiada bowiem inicjatywę ustawodawczą oraz faktycznie ma olbrzymi wpływ na proces ustawodawczy, dlatego też obecnie praktycznie większość uchwalanych ustaw to projekty rządowe stanowiące realizację jego (często antyobywatelskiej) polityki. Projekty poselskie są najczęściej mniejszością, zaś projekty obywatelskie zwykle w ogóle nie mają szans na uchwalenie.

Uważam dlatego, że dla czystości systemu Rząd w ogóle nie powinien mieć żadnych kompetencji ustawodawczych, w tym inicjatywy ustawodawczej. Władza wykonawcza powinna być bowiem od wykonywania prawa tworzonego przez władzę ustawodawczą.

Tymczasem w Polsce w praktyce największy wpływ na tworzenie prawa ma Rząd, który faktycznie w dużej części ogromnie oddziałuje na legislację, zaś parlament to jedynie „maszynka ustawodawcza” do uchwalania ustaw tworzonych przez Radę Ministrów. Mamy zatem do czynienia z demokracją pozorną.

9. Obowiązujący w Polsce proporcjonalny system wyborczy – co gorsze – skrajnie niekorzystną metodą d’Hondta

Jeszcze kilka lat temu głośno było w Polsce o konieczności zmiany systemu wyborczego do Sejmu z proporcjonalnego na większościowy. Dlaczego jest to takie ważne i ma wpływ na jakość prawa w Polsce?

Otóż system proporcjonalny polega na tym, że obszar kraju zostaje podzielony na okręgi wyborcze, przy czym z każdego takiego okręgu mandat może otrzymać kilku kandydatów, i to z różnych partii. Dlatego też liczba mandatów danej partii z tego okręgu jest teoretycznie proporcjonalna do liczby oddanych głosów.

Co to w praktyce oznacza? Otóż konkretny kandydat na posła powinien mieć dobre stosunki z prezesem lub przewodniczącym swojej partii i dlatego zawsze musi głosować zgodnie z narzuconą przez szefa swojej partii dyscypliną partyjną – bez względu na to, czy uchwalany przez niego przepis jest dobry lub zły, mądry lub głupi, czy też korzystny dla ludzi, czy niekorzystny. Innymi słowy, poseł musi być mierny, bierny, ale wierny. W przeciwnym razie nie zostanie wystawiony przez daną partię w wyborach.

Natomiast takiemu posłowi praktycznie w ogóle nie zależy na rzeczywistym poparciu swoich wyborców, bo jeśli ma dość wysoką pozycję na liście w miarę dużej partii politycznej, to i tak dostanie się do parlamentu. Dlatego nie dziwmy się, że np. po raz piąty z kolei do Sejmu dostaje się bardzo niepopularny (albo nawet i mało inteligentny) polityk, bo dzięki temu systemowi wyborczemu łaska prezesa lub przewodniczącego partii decyduje o tym, że w parlamencie może znaleźć się nawet najgorsza „miernota”lub „kanalia”. W ten sposób niektórzy posłowie potrafią nawet i przez 20 lat „siedzieć” w Sejmie.

Co istotne, w Polsce obowiązuje najgorsza z możliwych metod systemu proporcjonalnego – metoda d’Hondta. Stosując tęmetodę mandaty, które przy systemie skrajnie proporcjonalnym (bez progu wyborczego) przypadłyby ugrupowaniom, które w obecnym systemie nie przekroczyły progu wyborczego, trafiają przede wszystkim do ugrupowań, które uzyskały największe poparcie. Innymi słowy, duże partie w parlamencie stają się jeszcze większe.

Z kolei system większościowy polega na tym, ze mandat do Sejmu otrzymuje ten kandydat w wyborach, który uzyskał większą liczbę głosów ważnych w danym okręgu. Co istotne, w tym systemie okręgi są najczęściej jednomandatowe, co oznacza, że każdy komitet wyborczy wystawia tylko jednego kandydata.

Ze względu zatem na to, że w danym okręgu można uzyskać tylko jeden mandat, dana partia musi wystawić kandydata najlepszego z możliwych – i to takiego, który cieszy się bardzo dużym poparciem w swojej społeczności. W przeciwnym razie – jeśli wystawi kandydata „słabego” (takiego „miernego”, na którego mogłaby sobie „pozwolić” w systemie proporcjonalnym) to na 100% przegra.

Co więcej, partia polityczna przestaje tu mieć znaczenie, a liczy się tylko wybitna osobowość kandydata. Jeśli bowiem prezes danej partii nie „lubi” kandydata i nie chce go wystawić w wyborach ze swojej partii to taki kandydat sam może się zgłosić (tzn. bez „łaski” swojej partii) i jeśli ma duże poparcie w swoim regionie to wygra. Tutaj bowiem realnie liczy się osoba, jej nazwisko i osiągnięcia, a zatem duże szanse ma np. jakaś wybitna osobowość z danego miasta, społecznik, człowiek który naprawdę dużo zrobił dla swoich wyborców. Żadna partia polityczna nie może zatem sobie pozwolić na wystawianie „wiernych lizusów”.

I między innymi dlatego też mamy w Polsce takie „głupie” prawo, bo w obowiązującym systemie proporcjonalnym liczonym metodą d’Hondta poseł musi zawsze głosować zgodnie z jedynie słuszną linią partyjną – bez względu na kiepską jakość uchwalanych przepisów – gdyż w przeciwnym razie nie ma szans na dostanie się do Sejmu.

O tym zaś, jak mądrze zagłosować w wyborach, aby nie dać się zmanipulować sondażom i politykom, napisałem tutaj – czytaj.

10. Obecność Polski w Unii Europejskiej

Gwoli uczciwości wywodów zawartych w niniejszym artykule nie można pominąć faktu, że – oprócz przepisów ustanawianych przez polskie organy – obecnie ogromna część porządku prawnego obowiązującego na obszarze Polski została także uchwalona przez organy Unii Europejskiej.

Nie zmienia to jednak faktu, że spora część polskiego prawa została uchwalona przez polskie organy na podstawie tzw. dyrektyw Unii Europejskiej, które nakładają na państwa członkowskie obowiązek wprowadzenia określonych regulacji prawnych, wskazując jedynie pewne minimalne wymogi, które muszą być zawarte w akcie prawnym państwa.

Niestety często staje się tak, że polski ustawodawca uchwala dużo bardziej restrykcyjne wymogi dla polskich obywateli niż nakazują tego minimalne wymogi UE. Ponadto, często zdarzają się omyłki w tłumaczeniu dyrektyw na język polski.

11. Brak przewidywania następstw uchwalanych przepisów

Rządzący często tworzą prawo nie przeprowadzając analizy skutków, do jakich mogą doprowadzić uchwalane przepisy. Dlatego prowadzi to do katastrofalnych konsekwencji, szczególnie w dziedzinie prawa gospodarczego i podatkowego, gdzie ze względu na lichą wiedzę twórców prawa na temat realiów prowadzenia działalności gospodarczej, zwykle nie są oni w stanie wyobrazić sobie praktycznych skutki uchwalanych „bubli” ustawodawczych. Dlatego też w sposób tak patologiczny pogorszyli oni sytuację prawną przedsiębiorców.

A czy Ty – mój drogi Czytelniku – oprócz wyżej wymienionych przeze przyczyn zauważasz jeszcze jakieś inne powody tak słabej jakości polskiego prawa?

Jeżeli podoba Ci się idea niniejszego bloga to proszę o jego udostępnienie, polubienie lub skomentowanie – dzięki temu ma on szanse dotarcia do szerszego kręgu odbiorów, a być może wśród nich są osoby, które bardzo potrzebują zawartych w nim informacji. Polecam także zapisanie się na mojego Newslettera – wtedy nie umknie Ci żaden odcinek tego bloga, a także polubienie mnie na Facebook-u.

Powyższe zdjęcie wykonałem na Wyspie Palma Jumeirah.

Copyright © 2021 Rafał Ganowski

5 komentarzy do “62. Dlaczego w Polsce mamy takie „głupie prawo”? 11 powodów kiepskiej jakości prawa, których możesz nie znać”

  1. Bardzo dobry, niezwykle trafnie opisujący naszą prawną rzeczywistość artykuł. Niestety, jest on także bardzo dołujący biorąc pod uwagę, że część opisanych problemów/patologii próbowano oddolnie naprawić, lecz się nie udało z uwagi na zbyt niską siłę przebicia obywateli.

    1. Moi synowie maja sprawe spadkowa po ojcu w SR na Mazurach. Sprawa trwa okolo 20 lat z powodu wyraznie chorego systemu prawnego, ktory jest w Polsce. Mieszkamy w Australii od okolo 50 lat.
      W Australii taka sprawa trwala by 2 tygodnie i osoba odpowiedzilana za przywlaszczenie czesci spadku zostala by pozbawiona prawa do spadku i grozila by jej kara wiezienia za brak respektu dla sadu i oszukanie sadu. czyli sprawa skonczyla by sie po 2 tygodniach sprawiedliwie. Ani my ani sad nie mial by zadnego problemu. Dlatego w Australii nie ma zadnych problemow kadrowych w sadach , poniewaz sprawy sa tak organizowane.
      Poniewaz sprawa trwa w SR 20 lat widzimy wyraznie przyczyny tego absurdu.
      1. Bledny sposob organizowania spraw cywilnych w tym spadkowych ( jedna badz 2 rozprawy w roku), co powoduje przeciaganie sprawy na wiele lat i powazne problemy.
      Problem Nr 1. Poniewaz przecietna sprawa trwa wiele lat jest w wiekszosci prowadzona przez wielu sedziow. Kazdy z tych sedziow musi zapoznac sie ze sprawa, co przecietnie trwa w sadzie rejonowym kilka lat( na przyklad z nasza sprawa musialo zapoznac sie juz 3 sedziow tylko w SR i 3 sedziow w SO. )
      Problem 2. Poniewaz sprawa trwa wiele lat powoduje to wielokrotne wyceny tych samych nieruchomosci . W naszej sprawie byly wyceniane 13 razy , to z kolei powoduje obciazenie bieglych sadowych i SR ma problem z organizowaniem bieglych .
      To z kolei powoduje , ze wycena 3 nieruchomosci w naszej sprawie zajmuje w SR 3 lata tzn. jak sad skonczy wyceniac 3 to wartosc pierwszej jest nie aktualna i tak w kolko.
      2. Zostal stworzony system prawny , ktory pozwala na bezkarne przywlaszczanie majatku w trakcie spraw spadkowych czy podzialu majatku malzenskiego oraz bezkarne korzystanie z tego majatku przez ludzi nieuczciwych, poniewaz sedziowie nie karaja w ogole oszustow nawet jak zostaly zlozone dowody na 100% ani nie oddaja spraw do Prokuratury a nawet jak sprawa zostanie oddana prywatnie tak jak my to zrobilismy to Prokuratura wykazuje przerazliwy brak kompetencji ( wysylanie listow na inny adres, oklamywanie nas itp., po wielu skargach i odwolaniach do sadow sprawa zostala zawieszona a po krotkim czasie akta w Prokuraturze zostaly zniszczone z przyczyn nie wiadomych)
      3. Tolerowanie przez sedziow wyrazne naduzywanie prawa przez radcow prawnych i adwokatow ,ktorzy przeciagaja sprawy celowo ,bo to jest w interesie ich klientow.
      Ich zasada jest ukryc majatek ,przywlaszczyc i jak najdluzej przeciagac sprawe w sadzie przez naduzywanie prawa ,bo to sie najbardziej oplaca i dla adwokata, ktory z tego zyje przez lata i klienta ,jezeli nikt nie jest karany-czemu nie.
      Ani adwokat nie jest karany za brak profesjonalnego zachowania -W Australii zostal by pozbawiony prawa wykonywania zawodu za brak respektu dla sadu ,oszukiwanie sadu i naduzywanie prawa a w Polsce nie.
      Podsumowanie : Taki chory system prawny powoduje absurd prawny tzn. osoby nieuczciwe , oszusci sa wynagradzani materialnie za lamanie prawa a uczciwe osoby, ktore nie przywlaszczyly zadnego majatku sa karane, poniewaz sa uwiklane w dlugie sprawy sadowe.
      Nasze koszty prowadzenia sprawy wynosza 150 000 zl a straty jakie poniesli moi synowie ,bo nie moga inwestowac pieniedzy spadkowych w Australii wynosza ponad 1 mln zl.
      Obawiamy sie ,ze nasza sprawa nigdy sie nie zakonczy jezeli osoby odpowiedzialne za chory system prawny beda powyzsze problemy ignorowac .
      Pomijam ,ze w naszej sprawie pieniadze z depozytu zostaly skradzione przez pracownika sadu i akta sprawy oraz listy procesowe sa usuwane z akt sprawy.
      Tak ,ze to nie problemy kadrowe powoduja problemy w sadownictwie i prokuraturze w Polsce tylko przerazliwy brak kompetencji pracownikow tych urzedow powoduje problemy kadrowe -to przynajmniej wynika wyraznie z naszej 20 letniej sprawy.

      1. Pani Ilono, Dokładnie – dostrzegam w naszym sądownictwie większość patologii, które Pani opisała w swoim komentarzu. Ponieważ podróżuję i sam staram się obserwować systemy prawne w innych państwach świata, zdaje sobie z nich sprawę. Niestety, większość osób, które żyją w tym polskim systemie prawnym i nie miały możliwości zobaczenia, jak to wygląda za granicą, nawet nie zdają sobie sprawy z tego, jak mogłoby to sprawnie funkcjonować. Dlatego też staram się osobiście uświadomić na ten temat jak najwięcej osób wokół mnie, a także za pomocą mojego bloga i podcastu – aby decydenci zabrali się na poważnie za zmianę tego systemu…

  2. Dobrze , ze sa ludzie tacy jak Pan i chca walczyc o sprawiedliwosc w Polsce.
    Zeby zostawic lepszy swiat dla naszych dzieci i wnukow.
    Jezeli rozwiaze sie problem organizowania spraw sadowych , bo to powoduje glownie problemy to wtedy sytuacja w sadach sie znacznie poprawi.
    Zgodnie z moja wiedza nic nie szkodzi na przeszkodzie, zeby sprawy byly organizowane w Sadzie polskim tak jak to jest np: w Australii . To znaczy kazdego dnia przez pare dni az do zakonczenia sprawy, zwlaszcza prostych spraw.
    Poza tym sedziowie powinni stosowac kary np: kare grzywny ( ktora idzie do Skarbu panstwa) za oszustwa sadowe.( Skarb bedzie bogaty) Argument „nie stosuja ,bo to zatkalo by system” Prokuratury- jest nie powazny, poniewaz system jest juz zatkany. Takie zachowanie sedziow zacheca ludzi nieuczciwych do skladania kolejnych klamliwych zeznan itp.
    Takie bledne nastawienie sadziow spowodowalo kryzys- brak sprawiedliwosci.
    Zycze powodzenia w tej walce w Nowym Roku . Ilona

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *