Pamiętam moment, gdy na rynku zrobiło się naprawdę nerwowo. Ceny akcji na giełdzie gwałtownie spadały, media straszyły recesją, a wielu inwestorów zastanawiało się, czy nie sprzedać wszystkiego. W takich chwilach najbardziej docenia się rozwiązania, które nie wymagają ciągłego podejmowania decyzji pod wpływem emocji.
To właśnie wtedy jeszcze bardziej przekonałem się do ETF-ów dystrybuujących. Regularne wypłaty dywidend, szeroka dywersyfikacja i prostota zarządzania sprawiły, że mogłem skupić się na konsekwentnej realizacji zaplanowanej strategii, zamiast na codziennym śledzeniu rynku.
W tym odcinku pokażę Wam, dlaczego w moim portfelu inwestora pasywnego ETF-y dystrybuujące wygrały z klasycznym portfelem inwestora pasywnego w ETF-y typu akumulującego.

Wstęp
Na swoim blogu, podcaście i kanale na YouTube pt. „Jak ochronić majątek” od 2025 roku opublikowałem dotąd szereg odcinków w ramach kompleksowej serii na temat IKE, czyli Indywidualnego Konta Emerytalnego. Uważam bowiem, że IKE jest świetnym narzędziem do inwestowania, a szczególnie dla początkujących.
W ramach tej serii nie wyjaśniłem jednak, w jaki konkretnie sposób ja inwestuję. I dlatego właśnie chcę Wam dziś trochę na ten temat opowiedzieć.
Zanim jednak przejdziemy do meritum to pamiętaj, że wszystko, o czym tu piszę, to tylko moje prywatne zdanie i nie jest to porada inwestycyjna.

Jak inwestuję?
Generalnie mój sposób inwestowania opiera się na 5 kluczowych zasadach, które z biegiem czasu i wraz ze wzrostem doświadczenia w tej dziedzinie uznałem za odpowiednie dla mojej osoby.
Otóż inwestuję:
a) globalnie,
b) w sposób mocno zdywersyfikowany,
c) długoterminowo,
d) (możliwie jak najbardziej) pasywnie,
e) oraz głównie dywidendowo.

Co to konkretnie oznacza w moim przypadku?
Po pierwsze, jako inwestowanie globalne traktuję zakup aktywów nie tylko polskich, lecz z całego świata. Przykładowo, posiadam ETF-y inwestujące w spółki z konkretnych krajów, (np. amerykańskie, japońskie, brytyjskie, chińskie), kontynentów (np. azjatyckie), czy też z całego świata (globalne).

Po drugie, inwestuję długoterminowo, a zatem ze z góry przyjętą perspektywą, że będę je posiadał przez wiele lat lub nawet i dziesięcioleci. Nie kupuję ich zatem po to, aby je za kilka tygodni lub miesięcy z zyskiem sprzedać, lecz stosuję zasadę: „Kup i trzymaj”. Dodam, że absolutna większość moich transakcji, to transakcje zakupu, zaś bardzo rzadko zdarza mi się sprzedawać jakiekolwiek aktywo.
Wyjaśniam przy tym, że pod pojęciem inwestowania krótkoterminowego rozumiem zakup jakiegoś aktywa z zamiarem jego sprzedaży w niedalekiej przyszłości – nie dłuższej niż 2 lata, a inwestowania średnioterminowego – z perspektywą jego posiadania przez okres nie dłuższy niż około 5-6 lat. Z kolei inwestowanie długoterminowe oznacza dla mnie wieloletnie trzymanie danego aktywa w swoim portfelu, a zatem przez co najmniej 6 lat, a w praktyce znacznie dłużej – zazwyczaj kilkanaście lub kilkadziesiąt lat.

Po trzecie, inwestuję w sposób mocno zdywersyfikowany, a zatem posiadam różnorodne aktywa bezpośrednio ze sobą nieskorelowane, a często nawet także i o tzw. negatywnej (czyli przeciwstawnej) korelacji. I tak przykładowo, w swoim portfelu mam zarówno akcje, jak też i obligacje, REIT-y, surowce, metale, kryptowaluty, czy też ETF-y na te aktywa.

Po czwarte, inwestuję możliwie jak najbardziej pasywnie. Oznacza to, że – w przeciwieństwie do inwestorów aktywnych – nie poświęcam dużej ilości czasu na analizę poszczególnych spółek i wybór jak najlepszych do portfela, a następnie nie śledzę nieustannie ich wyników i nie porównuję ich ze średnią na rynku. Nie panikuję też w razie krótkotrwałych spadków (ani tym bardziej nie sprzedaję ich w takich momentach). Wręcz przeciwnie, wprawdzie przed zakupem analizuję dokładnie rozpatrywane aktywo, ale już po jego nabyciu kieruję się zasadą: „Kup i zapomnij”, dzięki czemu jedynie raz na jakiś czas (np. raz na kwartał) sprawdzam jego wyniki.

A aktywem, które do tego najlepiej się nadają, są tzw. fundusze ETF (z ang. exchange-traded fund), czyli tanie fundusze notowane nas giełdzie, które odwzorowują jakiś indeks giełdowy (np. S&P 500, WIG20, Nikkei225, MSCI World) lub też sektor (np. budownictwo, banki). Dlatego też akcje lub obligacje wchodzące w skład takiego ETF są kupowane i zbywane w takich proporcjach, w jakich występują w danym indeksie lub sektorze.
Jest to rozwiązanie o tyle dobre, że umożliwia ono zakup całego koszyka aktywów w jednym zleceniu, dzięki czemu nie musimy ścigać się z całym rynkiem, lecz po prostu możemy go naśladować. A prawda jest taka, że absolutna większość inwestorów nie pobija rynku, lecz osiąga od niego gorszy wynik, a nawet jeśli komuś się to uda – to może przez rok lub maksymalnie dwa, a nie w perspektywie wieloletniej.

I wreszcie po piąte, inwestuję dywidendowo, a zatem w te spółki lub ETF-y, które wypłacają dywidendy.
Wyjaśniam przy tym, że dywidenda to pewna część zysków spółki (lub też spółek wchodzących w skład danego ETF), która jest wypłacana akcjonariuszom, co pozwala na budowanie tzw. dochodu pasywnego.
Co istotne, przy inwestowaniu dywidendowym patrzę bardzo szeroko, gdyż liczy się dla mnie tzw. całkowity zwrot z inwestycji (z ang. TR – Total Return), a zatem nie tylko wzrost wartości danego aktywa (np. spółki lub ETF), lecz także i wypłacane przez niego dywidendy.

Rodzaje ETF-ów ze względu na sposób traktowania dywidend
W tym miejscu muszę Wam krótko wyjaśnić jeden z najistotniejszych podziałów funduszy typu ETF, tj. ze względu na sposób traktowania dywidend. Pod tym kątem wyróżniamy 2 rodzaje ETF-ów:
a) ETF-y typu wypłacającego lub dystrybuującego (z ang. distributing)
Są to fundusze, które wypłacają dywidendy otrzymywane z wchodzących w ich skład spółek, dzięki czemu trafiają one bezpośrednio na nasze konto maklerskie.
To mój ulubiony rodzaj ETF-ów. Niestety, od każdej otrzymanej przez nas dywidendy trzeba zapłacić tzw. podatek Belki. Dlatego też głównie kupuję je na koncie nieopodatkowanym, takim jak np. IKE lub IKZE.

b) ETF-y typu akumulującego (z ang. accumulating)
Są to fundusze, które nie wypłacają dywidend otrzymywanych z wchodzących w ich skład spółek, lecz automatycznie je reinwestują, czyli kupują za nie dodatkowe aktywa (np. akcje spółek), co tym samym zwiększa samą wartość każdej jednostki takiego ETF.
Ze względu zaś na to, że w wypadku ETF-ów typu akumulującego my jako inwestorzy nie otrzymujemy bezpośrednio dywidend, nie musimy więc płacić od nich tzw. podatku Belki. Z tego powodu – pod względem stricte podatkowym – z reguły są one dla nas korzystniejsze. Dlatego też – aby uniknąć konieczności zapłaty podatku od każdej dywidendy – zazwyczaj kupuję je na zwykłym koncie maklerskim, które jest kontem opodatkowanym.

Dlaczego preferuję ETF-y dystrybuujące?
Dziś chciałbym Wam przede wszystkim wyjaśnić, dlaczego osobiście preferujęETF-y dystrybuujące (z ang. distributing), czyli wypłacające dywidendę.
Nie jest to podejście częste. Wbrew pozorom, większość inwestorów pasywnych w Polsce, którzy inwestują w ETF-y, wybiera właśnie fundusze typu akumulującego. Ja jednak czynię inaczej.
Pragnę jednak z góry zaznaczyć, że kupuję ETF-y typu dystrybuującego głównie na kontach nieopodatkowanych, takich jak np. IKE. Natomiast na zwykłym koncie maklerskim wybieram fundusze typu akumulującego. Oczywiście, czasami też na koncie nieopodatkowanym nabywam ETF-y nie wypłacające dywidend, ale zwykle wynika to z jakiegoś powodu (np. ETF na dane aktywo nie posiada typu dystrybuującego albo też mój dom maklerski nie ma do niego dostępu).
Gdyby jednak – z jakiegokolwiek powodu – na zwykłym koncie maklerskim istniałaby możliwość zwolnienia z podatku Belki (np. z powodu zmiany prawa albo też zmiany jurysdykcji podatkowej), to również i na takim koncie kupowałbym głównie ETF-y wypłacające dywidendę.

Oto zatem 12 powodów, dlaczego preferuję ETF-y typu dystrybuującego:
1) ETF-y dystrybuujące zapewniają mi stały dopływ świeżej gotówki
Jednym z głównych powodów, dla których preferuję ETF-y dystrybuujące, jest to, że regularnie otrzymuję dywidendy w gotówce.
Nie muszę sprzedawać żadnych jednostek funduszu, aby mieć środki na kolejne inwestycje. Gotówka pojawia się na moim rachunku sama — zwykle raz na kwartał lub pół roku, w zależności od polityki danego ETF-u.
To daje mi wolność i dużą swobodę. Mogę przeznaczyć otrzymane dywidendy na zakup kolejnych ETF-ów, akcji dywidendowych albo wykorzystać je tam, gdzie w danym momencie widzę najlepsze okazje inwestycyjne.
Dzięki temu to ja decyduję, gdzie trafią moje pieniądze, a nie algorytm funduszu. I właśnie ta elastyczność najbardziej mi odpowiada.

2) ETF-y dystrybuujące mają zazwyczaj nieco niższą cenę od ich odpowiedników typu akumulującego
To zaleta ETF-ów dystrybuujących, o której niewiele osób mówi.
Znaczna część ETF-ów od danego emitenta jest dostępna na rynku w 2 wersjach, tzn. akumulującej i dystrybuującej. Choć oba takie ETF-y inwestują dokładnie w ten sam indeks, ich cena na giełdzie wcale nie musi być taka sama, a konkretnie cena jednostki ETF typu dystrybuującego jest zazwyczaj trochę niższa.
ETF akumulujące zatrzymują dywidendy i automatycznie je reinwestują, dlatego ich wartość z czasem rośnie szybciej. Z kolei ETF dystrybuujący regularnie wypłaca dywidendy inwestorom, przez co cena jego jednostki pozostaje nieco niższa.
Dobrym przykładem jest tu para VUAA i VUSD. Oba fundusze inwestują praktycznie w ten sam portfel spółek, tj. S&P500. Różnica polega na tym, że VWRL wypłaca dywidendy, a VWRA je automatycznie reinwestuje. W efekcie jednostka VWRL kosztuje trochę mniej.
Ma to znaczenie zwłaszcza wtedy, gdy inwestujesz co miesiąc określoną kwotę i nie możesz kupować ułamkowych części ETF-ów. Niższa cena jednostki daje po prostu większą elastyczność, zwłaszcza przy większych ilościach.
Realną korzyścią jest tu zatem możliwość efektywniejszego wykorzystania każdej wpłacanej kwoty. Im bowiem niższa cena jednostki, tym łatwiej ograniczyć ilość gotówki pozostającej bez pracy (o ile broker nie umożliwia zakupu ułamkowych części ETF-ów, których osobiście jednak nie jestem zwolennikiem).
W tym miejscu muszę dodać jeszcze jedno ważne zastrzeżenie merytoryczne, aby uniknąć ewentualnych nieporozumień: ETF-y dystrybuujące nie są z definicji tańsze pod względem kosztów (opłaty – TER) od akumulujących. Są natomiast zwykle tańsze pod względem ceny jednej jednostki, ponieważ po wypłacie dywidendy wartość jednostki jest odpowiednio niższa.

3) ETF-y typu dystrybuującego ułatwiają mi równoważenie proporcji portfela wieloskładnikowego
Jedną z podstaw dobrze zbudowanego portfela jest utrzymywanie założonych proporcji pomiędzy poszczególnymi klasami aktywów.
Mój portfel nie składa się bowiem wyłącznie z jednego ETF-u. Tworzy go kilka różnych klas aktywów, które z czasem zmieniają swoje proporcje.
Jedne rosną szybciej, inne wolniej. W efekcie po pewnym czasie udział poszczególnych inwestycji zaczyna odbiegać od założeń mojej strategii.
Wówczas pojawia się konieczność tzw. rebalancingu, czyli przywracania proporcji poszczególnych klas aktywów w portfelu do założonej strategii inwestycyjnej.
I właśnie tutaj ETF-y dystrybuujące okazują się bardzo pomocne, i to z dwóch powodów.
Po pierwsze, jak już wcześniej wspominałem – ETF-y typu dystrybuującego mają zazwyczaj nieco niższą cenę od ich odpowiedników typu akumulującego, co daje mi minimalnie większą elastyczność.
Przede wszystkim jednak – otrzymywane dywidendy traktuję jako świeży kapitał, który mogę skierować tam, gdzie w danym momencie udział danej klasy aktywów jest zbyt mały. Jeżeli więc widzę, że w moim portfelu jest np. za mało obligacji, REIT-ów albo ETF-ów na rynki rozwijające się, po prostu kieruję tam kolejne wypłacone dywidendy.
Dzięki temu regularnie przywracam właściwe proporcje portfela, bez konieczności sprzedawania aktywów, które dobrze sobie radzą.
A większość inwestorów nie lubi sprzedawać aktywów, które świetnie zarabiają, nawet jeśli teoria mówi, że powinni to zrobić. Dywidendy rozwiązują ten problem w naturalny sposób — pozwalają dokupować te elementy portfela, które są niedoważone, bez dotykania zwycięzców.
Bo rebalancing wykonywany za pomocą nowych wpłat i otrzymanych dywidend jest znacznie bardziej komfortowy psychologicznie niż rebalancing polegający na sprzedaży zwycięzców.

4) Gotówka w razie ewentualnego kryzysu
Wyobraź sobie, że dziś wybucha wielki kryzys finansowy. Rynki lecą w dół, portfele świecą na czerwono, a większość ludzi robi klasyczny błąd – sprzedaje swoje aktywa, żeby „uratować to co zostało”. A ja nie muszę tego robić.
Dlaczego? Bo w razie ewentualnego krachu na giełdzie i związanego z tym gwałtownego spadku cen aktywów, mam na koncie środki z dywidend, które w takich momentach odgrywają kluczowe znaczenie. A wynika to z tego, że ETF-y dystrybuujące regularnie przelewają mi gotówkę na konto.
I właśnie ta gotówka może zmienić wszystko – daje mi spokój, możliwości, pieniądze, czas i wiele fantastycznych okazji zakupowych. Mogę więc przeznaczyć środki z dywidend na życie bez konieczności sprzedawania samych ETF-ów, mogę przeczekać spadki, ale mogę też dokupić taniej wiele wspaniałych aktywów.
Niezależnie zatem od od tego, co robi rynek – mam dostęp do płynności. Dywidendy spływają cyklicznie i mogą być wykorzystane jako rezerwa gotówkowa w momentach zwiększonej zmienności. Nie muszę wtedy „naruszać” mojego portfela, żeby uzyskać nowe środki. Nie muszę zamykać pozycji w niekorzystnym momencie. Mimo spadków na rynku, ja i tak otrzymuję przepływy pieniężne.
Bo w kryzysie nie wygrywa ten, kto ma najlepsze aktywa. Wygrywa ten, kto ma środki wtedy, kiedy inni ich nie mają.

5) Aspekt psychologiczny – większa motywacja do inwestowania
Jest jeszcze coś, czego nie widać w tabelach ani stopach zwrotu – aspekt psychologiczny inwestowania.
ETF-y dystrybuujące sprawiają, że co jakiś czas widzę realny i namacalny efekt moich decyzji: wpływające dywidendy. I to zmienia sposób myślenia.
Oszczędzanie przestaje wówczas być abstrakcją. Nie chodzi już o „wirtualne cyfry w portfelu”, tylko o realny przepływ pieniędzy, który pokazuje, że mój kapitał naprawdę pracuje.
To właśnie ten element sprawia, że łatwiej docenić potęgę procentu składanego. Bo widzisz nie tylko wykres, ale konsekwencję: każda wypłata jest efektem wcześniejszych decyzji i reinwestycji.
W długim terminie to buduje coś więcej niż wynik – ogromną motywację i konsekwentny nawyk trzymania się wcześniej ustalonej strategii.

6) Dzięki ETF-om dystrybuującym dysponuję większymi środkami na zakupy
Jedną z największych zalet ETF-ów dystrybuujących jest to, że regularnie zwiększają moją siłę zakupową.
Z reguły co kwartał zasilam rachunek maklerski własnymi oszczędnościami. Jednak na tym moje możliwości inwestycyjne się nie kończą. Dodatkowym źródłem kapitału są dywidendy, które wpływają na konto z posiadanych ETF-ów.
W efekcie na kolejne zakupy mogę przeznaczyć nie tylko nowe oszczędności, ale również środki wypracowane przez już zgromadzony kapitał. To sprawia, że portfel sam zaczyna coraz bardziej finansować swój własny rozwój.
Z biegiem lat ten efekt staje się coraz bardziej zauważalny. Im większy portfel, tym wyższe dywidendy, a im wyższe dywidendy, tym większe możliwości dokupowania kolejnych jednostek ETF-ów – bez konieczności zwiększania własnych wpłat. To subtelna, ale bardzo istotna różnica.
Argument ten ma dodatkowe znaczenie w przypadku rachunków maklerskich IKE lub IKZE. W przeciwieństwie do zwykłego konta, na które teoretycznie możesz wpłacić nieograniczoną kwotę (np. milion złotych), w ich przypadku istnieją roczne limity wpłat. I tak przykładowo, w roku 2024 roku maksymalna wysokość kwoty wpłat na IKE wynosiła 23.472 zł, w roku 2025 roku – 26.019 zł, zaś w 2026 roku wynosi ona 28.260 zł, więc nie możesz wpłacać tam dowolnej kwoty.
Jeśli jednak inwestujesz w ETF-y dystrybuujące, to faktycznie możesz dysponować większymi środkami na zakupy niż wynikające z tych limitów. Oprócz bowiem maksymalnej dozwolonej kwoty wpłat na IKE lub IKZE w danym roku, możesz też wykorzystać dywidendy uzyskane z tych ETF-ów, co istotnie zwiększa potencjał inwestycyjny.
To argument, o którym mówi się stosunkowo rzadko, a który dla sporej części inwestorów może mieć duże znaczenie.

7) ETF-y dystrybuujące pozwalają mi inwestować efektywniej
Jednym z mniej oczywistych argumentów przemawiających za ETF-ami dystrybuującymi jest efektywność wykorzystania dostępnego kapitału.
Jednostki ETF-ów distributing są zazwyczaj wyceniane nieco niżej niż analogiczne ETF-y accumulating, ponieważ fundusz regularnie wypłaca dywidendy zamiast automatycznie je reinwestować. Ponadto, ceny takich ETF-ów rosną też minimalnie wolniej niż jednostek typ akumulującego.
W praktyce oznacza to, że dysponując określoną kwotą gotówki, łatwiej mogę zainwestować niemal cały dostępny kapitał. Na rachunku pozostaje mniej niewykorzystanych środków, które nie generują żadnej stopy zwrotu.
Nie jest to czynnik decydujący o sukcesie inwestycyjnym, ale wpisuje się w moją filozofię zarządzania kapitałem. Wolę, aby pieniądze pracowały w aktywach, niż pozostawały bezproduktywnie na rachunku maklerskim.

8) Nie muszę sprzedawać swoich ETF-ów, gdy potrzebuję gotówki
To jedna z zalet, którą naprawdę docenia się dopiero po wielu latach inwestowania. Jeżeli cały mój portfel składałby się tylko z ETF-ów akumulujących, to w momencie, gdy potrzebowałbym dodatkowych pieniędzy, jedynym rozwiązaniem byłaby sprzedaż części jednostek. Każda taka transakcja oznacza jednak zmniejszenie liczby posiadanych aktywów.
Natomiast w przypadku ETF-ów dystrybuujących sytuacja wygląda inaczej. Regularnie otrzymuję dywidendy, które mogę przeznaczyć na bieżące wydatki, nie naruszając zgromadzonego kapitału. Oczywiście, jeśli potrzebowałbym większej kwoty, sprzedaż części portfela nadal może być konieczna. Jednak dzięki dywidendom taka potrzeba może pojawiać się rzadziej.
Innymi słowy, ETF-y dystrybuujące częściowo rozwiązują ten problem, gdyż regularnie wypłacane dywidendy mogą finansować część bieżących wydatków, dzięki czemu sprzedaż jednostek można ograniczyć lub odsunąć w czasie.
Dodatkową korzyścią jest też ograniczenie liczby transakcji sprzedaży, a więc także kosztów prowizji maklerskich oraz konieczności podejmowania decyzji, które jednostki sprzedać i kiedy zrobić to najlepiej.
To trochę jak posiadanie sadu. Nie chcę wycinać drzew tylko po to, żeby zjeść owoce. Wolę zbierać plony każdego roku i pozwolić drzewom nadal rosnąć.

9) ETF-y dystrybuujące idealnie sprawdzają się w fazie konsumpcji majątku
Większość osób skupia się wyłącznie na tym, jak zbudować duży portfel. Tymczasem równie ważne jest pytanie: Co będzie później?
Przecież nie inwestujemy po to, żeby przez całe życie tylko patrzeć na rosnące liczby na ekranie. Inwestujemy po to, aby kiedyś te pieniądze zaczęły pracować dla nas. I właśnie wtedy ETF-y dystrybuujące pokazują swoją siłę.
Musimy bowiem pamiętać, że większość portfeli inwestycyjnych przechodzi dwa etapy. Pierwszy to akumulacja majątku, drugi to jego stopniowa konsumpcja.
W fazie akumulacji inwestor koncentruje się na systematycznym zwiększaniu wartości portfela. Natomiast w fazie konsumpcji priorytetem staje się regularny przepływ gotówki, który pozwala finansować bieżące potrzeby.
Z tego punktu widzenia ETF-y dystrybuujące mają naturalną przewagę. Nabierają one bowiem szczególnego znaczenia w fazie konsumpcji kapitału, czyli wtedy, gdy inwestor przestaje budować majątek, a zaczyna z niego korzystać. Regularny dochód z dywidend pozwala czerpać korzyści z portfela bez konieczności sprzedaży aktywów przy każdej wypłacie.
To upraszcza zarządzanie portfelem i sprawia, że strategia inwestycyjna staje się bardziej komfortowa, szczególnie dla osób żyjących z własnego kapitału.

10) Wypłata dywidendy nie wlicza się do tzw. daniny solidarnościowej
To argument, o którym mówi się stosunkowo rzadko, a który dla części inwestorów może mieć znaczenie.
Przy wyborze instrumentów inwestycyjnych warto analizować nie tylko potencjalną stopę zwrotu, ale również sposób opodatkowania poszczególnych źródeł dochodu.
Obowiązujące przepisy przewidują, że dochody z dywidend podlegają odrębnemu opodatkowaniu i – zgodnie z aktualnym stanem prawnym – nie zwiększają podstawy obliczenia tzw. daniny solidarnościowej.
Wyjaśniam przy tym, że 7 lat temu została wprowadzona w Polsce instytucja opodatkowania dochodu, tzw. danina solidarnościowa, które jest de facto III progiem podatkowym. Dotyczy ona tylko tych osób, których dochód po uwzględnieniu przewidzianych odliczeń przekroczył 1.000.000 zł.
Dla inwestorów osiągających wysokie dochody może to stanowić dodatkowy argument przemawiający za ETF-ami dystrybuującymi. Nie będzie to przewaga istotna dla każdego, jednak w określonych sytuacjach może pozytywnie wpływać na końcowy wynik netto inwestycji.
To kolejny przykład, że przy budowie portfela warto patrzeć szerzej niż tylko na wykresy i stopy zwrotu.

11) Uniknięcie przyszłej, potencjalnie kosztownej przebudowy portfela
Jednym z często pomijanych problemów w inwestowaniu jest konieczność przebudowy portfela w momencie przejścia z fazy akumulacji do fazy korzystania z kapitału.
Jeżeli ktoś przez 20–30 lat buduje portfel w oparciu o ETF-y akumulujące, to w pewnym momencie może stanąć przed decyzją: Jak zacząć z tego żyć? Czy mam po kolei sprzedawać wszystkie swoje ETF-y?
Jednym z rozwiązań jest sprzedaż części ETF-ów akumulujących i przejście na ETF-y dystrybuujące. Problem w tym, że taka operacja może być kosztowna – zarówno pod względem prowizji, jak i potencjalnie niekorzystnego momentu rynkowego.
Jeśli rynek znajduje się w gorszej fazie cyklu, zamiana może oznaczać realizację niższych wycen. Ja wolę tego uniknąć.
ETF-y dystrybuujące eliminują ten problem – portfel od początku generuje przepływy pieniężne, bez konieczności późniejszej przebudowy struktury inwestycji.

12) Efekt kuli śnieżnej w czasie – po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach moja indywidualna stopa dywidendy może być imponująca
To argument, o którym mówi się zdecydowanie za rzadko.
Większość inwestorów patrzy wyłącznie na bieżącą stopę dywidendy (z ang. Dividend Yield – skrót DY) danego ETF-u. Załóżmy, że wynosi ona dziś około 3%. Wielu uznaje to za wartość przeciętną i przechodzi nad nią do porządku dziennego.
Ja patrzę na ten temat zupełnie inaczej.
Dla mnie bowiem – jako dla inwestora długoterminowego – znacznie ważniejsze jest to, ile będzie wynosiła stopa dywidendy w odniesieniu do ceny, po której sam kupiłem jednostki ETF-u.
Innymi słowy, interesuje mnie nie tyle dzisiejsza stopa dywidendy (DY), ile stopa dywidendy liczona względem ceny, po której wiele lat temu kupiłem jednostki danego ETF-u (tzw. Yield on Cost).
Załóżmy, że wiele lat temu kupowałem ten ETF po relatywnie niskiej cenie. Z biegiem czasu wartość aktywów funduszu rosła, rosły również dywidendy wypłacane przez spółki wchodzące w skład indeksu. W efekcie coroczne wypłaty gotówki stają się coraz wyższe, podczas gdy mój historyczny koszt zakupu pozostaje niezmienny.
Po 20 czy 30 latach może się okazać, że otrzymuję co roku kwotę odpowiadającą nawet kilkunastu procentom ceny, jaką kiedyś zapłaciłem za jednostki tego ETF-u. To właśnie siła długoterminowego inwestowania. Czas sprawia, że dochód pasywny rośnie, a każda kolejna wypłata coraz mocniej pracuje na komfort finansowy inwestora.

Przykładowo: wyobraźmy sobie, że kilkanaście lat temu kupiłem ETF dystrybuujący za równowartość 100 zł za jednostkę. W tamtym czasie wypłacał on 2,5 zł rocznej dywidendy, czyli jego stopa dywidendy (DY) wynosiła wówczas 2,5%.
Mija 18 lat. Światowa gospodarka rozwija się, przedsiębiorstwa zwiększają sprzedaż, zyski oraz wypłacane dywidendy. W efekcie ten sam ETF wypłaca już nie 2,5 zł, lecz np. 10–12 zł rocznie na jednostkę.
Dla nowego inwestora, który kupuje ten ETF po obecnej, znacznie wyższej cenie, stopa dywidendy może nadal wynosić około 2,5% do 3%. Natomiast dla mnie, który nabyłem jednostki wiele lat wcześniej za 100 zł, oznacza to już np. 10–12% rocznego dochodu względem mojego historycznego kosztu zakupu.
I właśnie to jest piękno długoterminowego inwestowania dywidendowego.
Nie chodzi więc tylko o wzrost wartości portfela. Chodzi również o to, że z każdym kolejnym rokiem kapitał zaczyna generować coraz większy strumień gotówki.
Mechanizm ten od dziesięcioleci obserwują inwestorzy posiadający wysokiej jakości spółki dywidendowe, takie jak Coca-Cola, Johnson & Johnson, Procter & Gamble, czy też PepsiCo. Są to tzw. Dywidendowi Arystokraci, którzy co najmniej od 25 lat regularnie wypłacają rosnącą dywidendę. Osoby, które kupowały ich akcje kilkadziesiąt lat temu, często otrzymują dziś dywidendy stanowiące kilkanaście, a niekiedy nawet kilkadziesiąt procent ceny, którą pierwotnie zapłaciły za swoje akcje.
Analogicznie może wyglądać sytuacja w przypadku ETF-ów dystrybuujących inwestujących w szeroki rynek lub spółki dywidendowe. Przykładami takich funduszy są:
- VanEck Morningstar Developed Markets Dividend Leaders UCITS ETF (TDIV),
- Vanguard FTSE All-World High Dividend Yield UCITS ETF (VHYL),
- iShares STOXX Global Select Dividend 100 UCITS ETF (ISPA),
- Vanguard FTSE Developed World UCITS ETF Distributing (VDEV),
- SPDR S&P Global Dividend Aristocrats UCITS ETF (GBDV).
Jedna uwaga merytoryczna: 30 lat temu nie było większości obecnych ETF-ów UCITS (np. VHYL wystartował w 2013 r.). Dlatego wcześniejszy przykład należy traktować jako hipotetyczną ilustrację mechanizmu yield on cost, a nie historyczny fakt.
Skoro jednak ten sam mechanizm od dziesięcioleci obserwujemy na akcjach spółek dywidendowych, to z wysokim stopniem prawdopodobieństwa -wraz z dojrzewaniem rynku ETF-ów – będzie on działał również w przypadku funduszy dystrybuujących, które inwestorzy utrzymują przez wiele lat.
Oczywiście, przyszłość nigdy nie jest gwarantowana. Dywidendy mogą okresowo spadać, a fundusze mogą zmieniać politykę wypłat. Historia światowych rynków pokazuje jednak, że dobrze prosperujące przedsiębiorstwa mają tendencję do zwiększania zysków i dywidend w bardzo długim terminie. To właśnie dlatego cierpliwość jest jednym z najcenniejszych aktywów inwestora pasywnego.

Podsumowanie
Czy ETF-y dystrybuujące są lepsze od akumulujących?
Nie. I właśnie dlatego ten artykuł nie miał na celu udowodnienia, że jeden typ ETF-ów jest obiektywnie lepszy od drugiego. Obydwa rozwiązania mają swoje zalety i oba mogą być świetnym wyborem dla długoterminowego inwestora.
Chciałem Wam dziś jedynie pokazać, dlaczego to właśnie ETF-y dystrybuujące lepiej wpisują się w moją własną filozofię inwestowania.
Cenię je bowiem za regularny dopływ gotówki, większą elastyczność w zarządzaniu portfelem, łatwiejsze równoważenie proporcji aktywów, większy komfort psychiczny oraz wygodę – zarówno podczas budowania majątku, jak i późniejszego korzystania z niego.
Dodatkowo doceniam praktyczne aspekty, takie jak możliwość ograniczenia sprzedaży aktywów, czy też uniknięcie kosztownej przebudowy portfela po przejściu na emeryturę.
Najważniejsze jest jednak coś zupełnie innego.
Regularnie otrzymywane dywidendy przypominają mi, że kapitał naprawdę pracuje. Z każdą kolejną wypłatą coraz wyraźniej odczuwam, jak działa procent składany i jak z biegiem lat portfel zaczyna coraz bardziej finansować własny rozwój.
Być może dla kogoś innego lepszym wyborem będą ETF-y akumulujące. I to jest całkowicie w porządku.
Najlepsza strategia inwestycyjna to nie bowiem ta, którą ktoś inny uważa za najskuteczniejszą, lecz ta, która Tobie najbardziej pasuje i którą będziesz w stanie konsekwentnie realizować przez następne 10, 20, czy nawet 30 lat.

Postaw mi kawę
Na zakończenie ma do Ciebie prośbę. W prowadzenie tego bloga i podcastu wkładam sporo serca i czasu. Treści te są dostępne za darmo, a przygotowując je zazwyczaj popijam kawę (a uwielbiam kawę!).
Jeśli uważasz je za wartościowe, a chcesz wesprzeć moją działalność w internecie, to… możesz mi postawić wirtualną kawę!
Odbywa się to za pomocą platformy Buy coffee.to.
Szczegóły znajdziesz w linku poniżej. Klikając w ten link przejdziesz do mojego profilu, gdzie w prosty sposób możesz postawić mi kawę. Klikając w ten link przejdziesz do mojego profilu, gdzie w prosty sposób możesz postawić mi kawę.

Jeżeli podoba Ci się idea tego bloga i podcastu, to proszę Cię o jego udostępnienie, polubienie lub skomentowanie – dzięki temu ma on szanse dotarcia do szerszego kręgu odbiorów, a być może wśród nich są osoby, które bardzo potrzebują zawartych w nim informacji. Polecam także zapisanie się na mojego Newslettera – wtedy nie umknie Ci żaden odcinek tego bloga, a także polubienie mnie na Facebook-u.
Copyright © 2026 Rafał Ganowski
